0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

W wieku 15 lat opublikowałem kilka części zaginionych już w odmętach Internetu ,,mitów skandynawskich”. Nie była to wybitna publicystyka, jednak dawała wielu osobom pojęcie o tym, jak bardzo współczesna Szwecja różni się w rzeczywistości od tego mitu raju, który nadal pokutuje w ogólnej świadomości społeczeństwa.

Od tamtej pory minęło sporo czasu, przeżyłem w Sztokholmie już ponad połowę swego życia, lepiej poznałem pewne aspekty życia tutejszych i gdy zabierałem się do pisania tego artykułu okazało się, że nie chcę po raz kolejny pisać o tym samym.

Szczęśliwie złożyło się, iż zaledwie wczoraj na paru facebookowych grupach pojawiły się nowinki ze Szwecji, które można nazwać wyłącznie mianem ,,fake news”. Wbrew pozorom i zapewnieniom ekspertów, nie jest to jeno domena krajów grupy BRICS, gdyż tego rodzaju ,,fake news” odnajduję codziennie na portalach brytyjskich, amerykańskich, francuskich i przede wszystkim niemieckich. W szwedzkich odnajduję już wyłącznie folwark zwierzęcy i rok 1984, ale o tym napiszę może przy innej okazji…

Te fałszywe wiadomości dotyczące Szwecji są jednak najczęściej publikowane przez tzw. ,,portale prawicowe” i ,,media patriotyczne”. Dlaczego? Wątpię, by chodziło tu o złą wolę bądź niecne cele.

Nie, problem tkwi w tym, iż oficjalną religią panującą w Szwecji jest ,,faszyzm poprawności” doprowadzający do tak skrajnie idiotycznych sytuacji, iż nikogo zorientowanego nie może zdziwić już nic, co wymyślą tubylczy politycy i oligarchiczne media. W wielu przypadkach te czystej wody brednie i głupoty są jak najbardziej prawdziwe, choćby wywoływały u normalnych ludzi niekontrolowane wybuchy śmiechu bądź myśli samobójcze.

Jest to idealna pożywka dla wielu środowisk, czego efektem jest gargantuiczna ilość ,,fake news”; momentami wyjątkowo tragicznych i nierealnych, ale i tak akceptowanych jako fakt przez większość czytelników. Nikogo nie dziwi już szwedzki rząd z Ulicy Sezamkowej, więc można na temat Szwecji publikować wyssane z palca fakty, by zdecydowana większość osób bezkrytycznie przyjmowała je do wiadomości.

W związku z tym wdałem się wczoraj w bezsensowną dyskusję z wyjątkowo prostackim i wulgarnym komentatorem, który był tak przeświadczony o dokonanym już upadku Szwecji, iż gdyby usłyszał o przejęciu władzy przez gangi jaszczuroludzi, to mógłby również i w nich uwierzyć. Niestety dla niego, zbyt długo żyję w tym kraju, by wierzyć we wszystko co na jego temat przeczytam.

Na co dzień w Sztokholmie mieszkam, studiuję i śledzę szwedzkie media, więc nie przekona mnie żaden anonimowy artykuł na pseudo-patriotycznym portalu, w którym opowiada się (podając przy tym nazwiska) o nieistniejących ludziach, o fikcyjnych apelach i o dzielnicach, które akurat ja widuję często na oczy; w porównaniu do anonimowych reporterów, mnożących się niczym kałuże po deszczu ,,profesjonalnych witryn informacyjnych”.

No-go-zon

W Szwecji nazywane ,,utsatta område”. Nie są to dzielnice (wbrew kłamliwym twierdzeniom często doświadczonych publicystów), w których służby porządkowe nie wykonują już żadnych zadań, każdego dnia płoną blokowiska, a w parkach nie ma ławek ani huśtawek. Są to jednak problematyczne strefy w których policja miewa trudności np. napotykając na wielu niechętnych do współpracy mieszkańców, gdzie rozwijają się niegdyś nieistniejące w tym kraju gangi bądź grupy ekstremistyczne, panuje wysokie bezrobocie i statystycznie zdarza się tam więcej przestępstw, niż w pozostałych rejonach. Ich liczba zwiększyła się dramatycznie w ostatnich latach.

Tak się składa, że jestem mieszkańcem jednej z dzielnic, którą policja zaliczyła do ,,,utsatt område” w 2016. Bywa, że raz na kwartał w nocy słychać strzały. Najczęściej to małe gangi toczą między sobą walki, choć zdarzały się też przypadkowe ofiary. Nocami ponad połowa kobiet unika przebywania na zewnątrz. Liczne grupy imigranckiej (tak, tak, nie szwedzkiej, drodzy politycznie poprawni propagandziści) młodzieży potrafią skutecznie odstraszyć wszystkich, którzy muszą późnym wieczorem wrócić do domu z metra lub autobusu. Gazety niechętnie informują o włamaniach czy podpaleniach. Te, na szczęście, skończyły się i można już stawiać samochody na ulicy.

Czy jest to tragiczna sytuacja? Tak, z całą pewnością. Policja nie ma środków, ani możliwości, by porządnie przetrzepać bandziorom skóry. W Niemczech dwóch konduktorów usłyszało, że są rasistami, ponieważ wyrzucili z pociągi czarnoskórego mężczyznę bez biletu. Kupowanie biletów jest wyłącznie dla tubylczych Europejczyków, którzy co rok muszą znosić podwyżki cen, by pozostali mogli jeździć na gapę. Prokuratura i sądy wypuszczają na wolność gwałcicieli i morderców. Kary są bardziej niż śmieszne, a często można ich w ogóle uniknąć. W tym celu wystarczy niezły adwokat, groźba oskarżenia policję o ,,rasizm” i uniewinniające pochodzenie.

Mimo tego, codzienne życie toczy się tutaj na tyle normalnie, na ile może. Działają tu nadal instytucje kulturalne i społeczne. Radiowozy i piesze patrole policji odwiedzają najbardziej zaludnione miejsca każdego dnia. Wozy straży pożarnej oraz karetki przejeżdżają tutaj normalnie i nie potrzebują do tego policyjnej obstawy. Oczywiście, biorąc pod uwagę, że mamy teraz aż 61 ,,utsatta område”, często policja widzi w nich latające kamienie i spotyka się z agresją młodych mieszkańców dzielnic. Nie zdarza się to jednak wszędzie, ani codziennie.

Jest teraz ciepło, a w parku i na placu zabaw jest minimum setka dzieci. Gdzieś w oddali urządzono kameralny koncert. Nikt nikogo nie napada na środku ulicy. Mieszka nas tutaj ponad dziesięć tysięcy osób, ale po wielu latach mieszkania w tej dzielnicy, wielu z nas nadal nie doświadczyło bezpośrednio niczego złego.

Policjanci odchodzą z pracy, ponieważ nie ma sensu łapanie przestępców wypuszczanych po chwili na wolność. Komisariaty są zamykane, ponieważ nie ma w nich komu pracować. Gangi czują się bezkarne, choć od czasu do czasu dostają kopniaki w cztery litery.

Czy są to zatem dzielnice wykluczenia społecznego? Biorąc pod uwagę wskaźniki bezrobocia i niskie zarobki, to tak. Czy są to dzielnice w których panuje wyższa przestępczość niż w centrum miasta? Naturalnie. Czy jednak wzywając tutaj dwukrotnie karetkę, widziałem ją w obstawie radiowozów? Nie. Czy sam byłem przez kogoś chociaż zaczepiony? Nie. Czy byłem świadkiem popełniania przestępstw? Nie. Od jak dawna nie widziałem palących się aut? Minimum od dwóch lat.

Wiem, że to nie jest to, czego mogli spodziewać się moi czytelnicy. Jeśli ktoś jest przekonany o tragicznej sytuacji Szwecji, to widzi Sztokholm jak wielką paryską 13 dzielnicę (w wersji kinowej). Widzi zastraszonych ludzi, uciekających przed hordami przestępców. Prawda jest jednak taka, że jeszcze długo nie będzie tu Paryża. Czy to oznacza dla nas ratunek i nadzieję? Bynajmniej. Ale da się tutaj jeszcze żyć, wcale nie gorzej niż w wielu dzielnicach Berlina czy Londynu.

Służba zdrowia

Gorsza niż w Polsce. Piszę to z pełną świadomością tego, iż mamy w Szwecji wielu wybitnych specjalistów od różnych chorób. Nie mniej, dotarcie do nich to istna udręka. Lekarze pierwszego kontaktu to w 90% przypadków konowały, które na widok rentgenowskiego zdjęcia kolana mają problem ze stwierdzeniem, czy jest to kolano prawe, czy lewe.

Nie biorą pod uwagę takiej możliwości, że komuś ból nie pozwala pracować. Nie biorą pod uwagę faktu, że ,,niewinne przeziębienie” to tak naprawdę zapalenie płuc. Wydawać by się mogło, że uczyli się jedynie o grypie i mają na nią tylko jedną receptę. Zresztą, na wszystko jest i tak jeden lek – Alvedon.

Chorym np. na reumatyzm, szczerze współczuję. W Polsce (po odstaniu w kolejce) można spodziewać się większego współczucia, profesjonalizmu, porady i działającego leku. Szwedom pozostaje jedynie wyciągnąć nogi… w samolocie tanich linii lecącym do Gdańska! Co też bardzo ochoczo czynią.

Sytuacja mieszkaniowa

Gorsza niż tragiczna. Oczywiście, ciągły brak mieszkań nie jest przypadkiem, ani wynikiem braku jakiejkolwiek polityki mieszkaniowej państwa. Jest to po prostu zmowa mająca na celu sprowadzanie do Szwecji tak niebywałych ilości imigrantów, iż nikt nie jest w stanie nadążać z ich kwaterowaniem (nie wspominając już o miejscowych). Ceny najmu mogą być zatem wyższe niż zarobki wielu osób, a bańka na rynku nieruchomości rośnie w najlepsze i pewnego dnia pęknie z głośnym hukiem.

A poza tym?

Poza tym nie jest ani dobrze, ani źle. Mamy nadal tragiczny system edukacji i całkiem niezłą infrastrukturę. Dużą pomoc socjalną, ale tylko dla przybyszów z poza Europy. Oligarchiczny system polityczny, ale dający większe poczucie wpływu na losy kraju, niż ordynacja wyborcza w Polsce. Poza tym ładne widoki i dużo zabytków. Turystów zapraszamy. Tubylców ostrzegamy: głupota ma swoje konsekwencje, nawet jeśli z początku nie dotykają one wszystkich z nas.

Fakt, że blisko 20% Szwedów mówi już po cichu, iż pora coś zmienić bądź zaplanować wyprowadzkę, świadczy jednak o tym, iż mediom należącym do dwóch koncernów (Schibsted i Bonnier) nie udało się w pełni wyprać wszystkim mózgów. To pocieszające, ale skąd weźmiemy teraz mieszkania dla tych wszystkich uchodźców w Warszawie i w Budapeszcie? Na szczęście mamy jeszcze kilka lat, nim ich liczba gwałtownie wzrośnie. Przewiduję wzrost liczby nordyckich imigrantów na koniec 2018 roku – zapamiętajcie.

Przykro mi, iż zepsułem wielu osobom wizję Sztokholmu, który według nich wygląda niczym Bagdad albo Mogadiszu. Jeszcze tak nie wygląda, choć jest na dobrej drodze do tego. Nie będę kłamać i zaciemniać rzeczywistości tylko dlatego, że nie popieram takiej polityki oraz naszego rządu Kermita, Panny Piggy i Gonzo. Nie będę niczego wymyślać, by przestraszyć czytelników i zmusić ich tym do refleksji. Prawda też piękna nie jest i refleksja powinna po takiej lekturze przyjść. Ma to jeszcze jedną zaletę: prawdy nie da się tak całkiem ukryć, ani zakrzyczeć. Żaden dziennikarzyna niemieckiego portalu nie oskarży mnie o manipulacje, skoro widzę własnymi oczami każdego dnia to, o czym on może zaledwie przeczytać.

Żyję w no-go-zon. Nie jest ona jednak tak całkiem no-go… O czym to świadczy? Że nie ma racji ani lewicowy propagandzista, ani prawicowcy manipulator. Nie są oni jednak do siebie podobni, bo o ile jakiemuś komuniście zależy wyłącznie na tym, by zataić pewne fakty i stworzyć ,,homo sovieticus” w wersji ultra new, to prawicowiec wyolbrzymia fakty, by uchronić własny kraj przed podobnymi problemami. Bliżej jest mi więc do niego, choć kłamstwo pozostaje kłamstwem i będę je tutaj zawsze zwalczać.

Jest to najprawdopodobniej pierwsza osobista relacja wieloletniego mieszkańca ,,utsatt område”, nazywanego także ,,no-go-zon”, napisana w języku polskim. Pokazuje problemy, ale także normalnych ludzi i dzieci chodzące codziennie po parku. Nie spodoba się więc nikomu i nikt jej już nie opublikuje. Dobrze się czuję z tą myślą, więc w przyszłości dodam jeszcze całą galerię zdjęć z naszej dzielnicy. Jestem też ciekaw ile osób dotarło do samego końca… Wszakże wiem dobrze, że najlepiej czują się ci ludzie, którzy sami się okłamują. Nic tak nie boli jak prawda, ale też nic tak nie uzależnia jak ona. Zapraszam zatem po więcej butelek!

Robert Grünholz

https://rgrunholz.wordpress.com/

Print Friendly